Epilog
Kanri i Mezin przytuleni do siebie stali nad grobem Garda. Słońce zaszło za chmury. Nie mówili nic. Nie musieli. Rozumieli się tylko na siebie patrząc. Po pogrzebie obydwoje zostali jeszcze nad mogiłą. Smutek sprawiał, że zrobienie czegoś racjonalnego graniczyło z cudem. Dziewczyna trzymała w dłoni talizman od Garda. W środku cały czas można było dostrzec skruszone płatki róży. Tego, że ich zostawił dziewczyna nie mogła znieść. Zaczął kropić deszcz. Obydwoje zauważyli niedaleko sztuczne jezioro. Dziewczyna chwyciła Mezina za rękę i pobiegli przed siebie...
Dwa tygodnie później; gdy wracali razem przez stare zabudowania usłyszeli dziwne odgłosy. Po chwili rozpoznali kroki mężczyzny. Mrok nie pozwalał go zobaczyć. Bali się. Strasznie się bali. Usłyszeli trzask ładowanej broni. Nagle rozległ się męski głos:
- I co, wesoło ci teraz? Zapłacisz za śmierć założyciela T.A.C. To musi zostać pomszczone. A może masz jeszcze jakieś życzenie, ty parszywy robaku?! - Kanri i Mezin byli tak zaskoczeni, że żaden dźwięk nie przeszedłby im przez gardło. Stali przytuleni do siebie na mrozie i czekali, czekali na to, co miało się wydarzyć... Spojrzeli na gwiazdy, po czym połączył ich namiętny pocałunek... Tylko to mogli zrobić...
Stali tak zastygli, gdy nagle rozległ się huk strzałów. I tak trzymając się za ręce upadli. Śmierć przyszła szybko. Życie wypłynęło z nich tak gwałtownie, jakby tylko chciało ich przed chwilą odwiedzić. W tym miejscu kilka dni później postawiono krzyż.
Na mogile widniał napis:
Zginęli tragicznie
Zabici złem, z którym sami walczyli.
Połączeni na zawsze miłością niech znajdą raj.
Porucznik Tom.
|