Epilog
Pierwsze co zrobiłem po otarciu oczu - i tym samym spędzeniu z nich resztek snu - to szybkie obrzucenie pokoju wzrokiem. Poza segmentem z ubraniami , dwoma biurkami, oknem z widokiem ograniczonym przez zasłonięte żaluzje, kalendarza z Larą Croft i komputera nie było żywej duszy. Usiadłem na łóżku, które natychmiast zaskrzypiało jakby wyrażało protest przeciwko takiemu traktowaniu i delikatnie objąłem pulsującą w skroniach głowę, "boli jak cholera". Zacząłem wsłuchiwać się w panującą ciszę... Słuchałem, słuchałem, ale poza biciem własnego serca do moich uszu nie docierało absolutnie nic!! Mogło to oznaczać tylko jedno... Szybko zeskoczyłem z "wyra" i stanąłem na podłodze mojego pokoju, a właściwie mojego i siostry ale jej nie było więc mojego!! Posadzka była zimna toteż szybko "zarzuciłem" kapcie, które kiedyś kupiłem na placu szukając "piratów" z kompaktami i delikatnie podszedłem do drzwi, po czym wstrzymałem oddech, "raz się żyje" pomyślałem i z impetem je otworzyłem ... Przywitało mnie radosne miauknięcie mojego kota, który siedział nad pustą miską czekając na jedzenie. Nie dowierzając wpadłem do drugiego pokoju, który zajmowali moi rodzice... Pusto!! Łazienka, kuchnia... Pusto!!! Spojrzałem na kota i uśmiechnąłem się szeroko po czym otworzyłem lodówkę i wyjąłem z niej "Kitekat" z kurczakiem. Podchodząc do zlewu zobaczyłem kartkę: "Synku! Będziemy rano, jedzenie masz w lodówce a pieniądze na szafce w kuchni. Zadzwonimy wieczorem. Mama" po czym nałożyłem kotu jedzenia, nie odmawiając sobie przy tym pogłaskania go po ślicznym, szarym futrze. Po raz kolejny wpadłem do pokoju "staruszków" i wykręciłem numer... - Tak słucham?? - Cześć wuju, mówi Kuba! Rodzice już dojechali?? - Jeszcze nie dojechali, a coś się stało? - Nie, wszystko jest w jak najlepszym porządku! Powiedz im że dzwoniłem, okay?? - Nie ma sprawy, tylko nie narozrabiaj!!! - O to się nie bój!! - po czym odłożyłem słuchawkę. Ubrałem ulubione spodnie i otworzyłem biurko, na dolnej półce leżała paczka "Carmen Lights", sześć "Żywców" i gram marihuany. Szybko odpaliłem papierosa - nie ma to jak "szlug" z rana - i zaciągnąłem się dymem... Nabiłem również lufkę, przecież obiecałem że nie narozrabiam, co nie??
Po odsłonięciu żaluzji spojrzałem na świat w zupełnie inny sposób, może nie w tak trzeźwy jak z rana ale w o wiele bardziej... Zajebisty!!! "Jezu Chryste, dzięki Ci że stworzyłeś konopie indyjską".
|