Dlaczego czekanie jest bezcelowe Krzysiek
Ponownie zabieram głos w sprawie religii. Tym razem jednak, inaczej niż poprzednio, wiele argumentów, które przedstawię nie wynika jedynie z moich poglądów, lecz jest opinią specjalistów. Miałem to niebywałe szczęście, że poznałem wybitnego biblistę, który w cyklu wykładów przedstawił w duszpasterstwie akademickim "Horeb" z Wrocławia proces analizy źródłowego tekstu biblijnego i zasady jego interpretacji. Zanim więc przejdę do dyskusji z poszczególnymi argumentami Mateusha Zuravika, pragnę zapoznać Was z prawidłami analizy tekstu biblijnego.
W dużej większości, tj. z wyłączeniem praktycznie jedynie interpretacji teologicznej, religijnej, co do poniższych zasad występuje zgoda wśród świeckich i osób duchownych, ateistów i wierzących, wreszcie protestantów, katolików i wyznawców religii mojżeszowej.
Specjaliści Ci to bibliści, egzegeci, znawcy starożytnych języków, archeolodzy, historycy. Najbardziej zaawansowaną i obowiązującą obecnie metodą jest metoda krytyczno-historyczna analizy tekstu. Polega ona na tym, że przy analizie jakiegoś starożytnego tekstu, a do takich wszelkie źródła biblijne należą, korzysta się ze znajomości kultury i historii społeczeństwa, w którym powstał dany tekst, albo o którym opowiada. Niejednokrotnie istotne są też wiadomości dotyczące geografii danego miejsca.
Dla przykładu weźmy przypowieść zatytułowaną "Zadanie uczniów" z Ewangelii św. Matusza rozdział 5 wersety 13 do 16. W tej perykopie można wyróżnić dwa toposy: soli i światła. Sól posiadająca znaczenie symboliczne, nie zaś tylko użytkowe (jako przyprawa i konserwant), służyła do oczyszczenia ofiary przed złożeniem jej Bogu. Sól, o której mowa, nie jest znanym nam chlorkiem sodu (NaCl), ale mieszaniną związków chemicznych wydobywanych ze słonych jezior, która pod wpływem temperatury i wilgoci zmienia swój skład i słona być przestaje, dlatego mowa o utracie smaku przez taką "sól". Pozbawioną smaku substancję wyrzucano na drogi, dlatego mowa o "podeptaniu jej przez ludzi" (wers 14c, a także: Łk 14,35). Wers 14b - "Nie może się ukryć miasto położone na górze" stanie się lepiej zrozumiały, kiedy zapoznamy się z topografią miejsca, w którym tą przypowieść Jezus głosił. Wieczorem z okolic jeziora Genezaret doskonale widać było światła położonego na wzgórzach miasta.
Bez kompletu wiadomości historycznych, geograficznych i kulturowych nasze rozumienie tekstu jest jak widać bardzo ubogie.
W nazwie metody "krytyczna" odnosi się (zgodnie ze źródłosłowem) do rozróżniania. Pierwszą rzeczą jaką przystępując do analizy tekstu czyni biblista jest stwierdzenie z jakim gatunkiem i rodzajem literackim ma do czynienia. Jak wiele od tego zależy można stwierdzić chociażby na przykładzie nieporozumień wokół opisu stworzenia z księgi Rodzaju. W żadnym wypadku nie należy go przyjmować dosłownie, gdyż jest to opis alegoryczny, mający na celu uzasadnienie pewnych aspektów wiary. Jeżeli wczujemy się w sytuację ludzi w okresie, kiedy tekst powstał, to zrozumiemy, że niczego bardziej skomplikowanego nie byliby w stanie zrozumieć, a więc także przekazać dalszym pokoleniom w niezniekształconej formie. Ponadto nie ma potrzeby zagłębiać się w szczegóły stworzenia w opowieści, która ma zupełnie inny cel - cel teologiczny. Z tego punktu widzenia wiele aspektów powstawania Wszechświata, o których dzisiaj mniemamy na podstawie rozległej wiedzy, były *zupełnie* nieistotne dla odbiorcy.
Tak więc pierwszą czynnością jest określenie rodzaju literackiego, bo o pewnych faktach można mówić na wiele różnych sposobów i zasadniczo żaden nie będzie fałszywy.
Następną czynnością będzie zbadanie dziejów redakcji tekstu. Jest to bardzo złożone zagadnienie językoznawcze, zaprzęgające wiele dziedzin lingwistyki. Po pierwsze biblista powinien posługiwać się oryginałem tekstu. Nie tylko pod względem języka (który to język zazwyczaj doskonale zna), ale i kompozycji, układu graficznego. Dzięki temu jest w stanie lepiej rozróżnić jednostki treściowe. Wskazać wyrazy wątpliwe ze względu na dyskusyjność zapisu, wreszcie porównać sposób zapisu liter. Następnie na podstawie danych takiej analizy wielu źródeł takiego tekstu (wiele rękopisów zawierających ten sam tekst, przepisanych ręcznie) przystępuje do analizy porównawczej, w której kryterium jest historyczna analiza języka i opisanych faktów. Logicznym wydaje się przedkładanie tekstu starszego nad młodszy, gdyż czas zniekształca fakty. Ponadto posługiwanie się przez autora - kopistę językiem (formami słów, jak np. (tylko dla języka polskiego) "drzewiej" zamiast "dawniej", lub "pesa" zamiast "psa") lub dialektem starszym będzie przemawiało na korzyść takiego tekstu i zwiększało jego wiarygodność. W rezultacie tak drobiazgowej analizy biorącej pod uwagę także szereg subtelnych czynników, o których tutaj nie wspomniałem, daje w rezultacie tłumaczenie wraz z komentarzem historyczno-krytycznym.
Na jego podstawie, lecz wciąż przy odwoływaniu się do źródeł możemy mówić o znaczeniu tekstu i zawartych w nim treściach historycznych, moralnych i teologicznych. Niejednokrotnie przeciw zrozumieniu jakiejś perykopy przez współczesnego człowieka działa fakt nieprzekładalności tekstu, albo przekładalności przybliżonej, że względu na niedobór znaków (słów o analogicznym znaczeniu) i środków językowych (np. niedobór czasów) w języku, którym on się posługuje w stosunku do tekstu przekładanego. I tutaj tłumacz idzie na kompromis, który często bywa okupiony rozumieniem tłumaczenia niezgodnie z intencją autora starożytnego. Dlatego ważny jest nie tylko tekst biblijny, ale także komentarz do niego wyjaśniający między innymi odcienie znaczeniowe i tło historyczne tekstu.
Teraz postaram się wyjaśnić, dlaczego uważam, że nie nastąpiła idealizacja i wymieszanie wielu przekazów o Mesjaszu.
Rzeczywiście w czasach Jezusa, a także przed nim i po nim działało wielu ludzi uważających się za Zbawiciela, zapowiedzianego przez Boga ustami proroków. Gromadzili oni pewną liczbę uczniów i wyznawców, jednak ich działalność miała w większości przypadków charakter krótkotrwały. Przypominam, że nadejściu Mesjasza miało towarzyszyć wiele cudów, zaś za bluźnierstwo, jakim było z pewnością podszywanie się pod Zbawiciela, była przewidziana kara śmierci przez ukamienowanie. To samo dotyczyło uczniów takiego człowieka. Dlatego działalność ludzi podszywających się pod Mesjasza, była mocno ograniczona kulturowo. Dlatego na niewątpliwą uwagę zasługuje fakt, że Jezus zdziałał wiele cudów potwierdzonych przez teksty ewangeliczne, za jego życia miało miejsce wiele zdarzeń wyjątkowych (np. kometa znana pod nazwą gwiazdy betlejemskiej potwierdzona przez szereg niezależnych źródeł historycznych) i wreszcie wspólnota założona przez Jezusa, zwana Kościołem trwała i powiększała się mimo prześladowań. Podstawę dla uznania przekazu ewangelicznego za wiarygodny podałem wyżej. Praca egzegetów, trwająca od wielu wieków zmierza tylko w jednym kierunku: do odnalezienia wszelkich źródeł pisanych ewangelii i jak najlepszym ich przetłumaczeniu i zrozumieniu.
Nie można także zapominać, że wszelkie zafałszowywanie nauki Jezusa Chrystusa byłoby sprzeczne z wiarą w Niego. Wielokrotnie apostołowie wyrażają w listach swoją chęć nieustannego i jak najwierniejszego przekazywania nauki o Jezusie. Przy tym pokornie podkreślają, że są jedynie Jego sługami. Przy tak wielkiej czci, jaką otaczali swego Nauczyciela, czyż odważyliby się zmieniać Jego naukę? Raczej staraliby się przekazać ją w stanie jak najmniej naruszonym. W niedługim też czasie spisano ewangelie i Dzieje Apostolskie (listy były spisane od samego początku). Starano się je przekazywać w jak najdokładniejszym brzmieniu.
Jak wytłumaczyłem powyżej, tłumaczenia Nowego Testamentu (chociaż to samo odnosi się do starego) mogą się istotnie między sobą różnić. Zwłaszcza jeżeli zważy się na fakt, że wiele języków, na który tłumaczono Nowy Testament, było zbyt ubogich, aby oddać pełnię znaczeń oryginału.
Jak się to wszystko weźmie pod uwagę, to widać, że występuje spora różnica pomiędzy dziełami Homera a Nowym Testamentem.
Mam też nadzieję, że owe "debaty duchowieństwa" nie brzmią już tak tajemniczo i niedorzecznie. W przeszłości bowiem, często było tak, że egzegeci byli jednocześnie duchownymi. Nie umniejsza to ich wiedzy i kompetencji, do odrzucenia tekstów jawnie fałszywych.
Kwestią wątpliwą jest również niemożność "ustalenia prawdziwego życiorysu Jezusa". Na pewno nie będzie on kompletny, ale najważniejsze fakty z punktu widzenia wiary można ustalić z dużą pewnością. Wydaje mi się także, że życie Jezusa i towarzyszące mu znaki są niezbitym dowodem przemawiającym za tym, że jest wyczekiwanym Mesjaszem.
Rozważmy teraz przykład, który podaje Mateush Zuravik, na sprzeczność Nowego Testamentu ze Starym. Przywołuje on sytuację opisaną na początku 19 rozdziału ewangelii wg św. Mateusza (Mt 19, 1-9 oraz synoptycy: Mk 10,1-12; Łk 16,18; a także: Mt 5, 31-32).
Zacytujmy fragmenty:
"(...) zadali mu pytanie: <<Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?>>"
Faryzeusze zadając to pytanie opierają się na starotestamentowej księdze Powtórzonego Prawa (rozdział 24, werset 1), co powtórzono niezupełnie dosłownie w Mt 5,31.
"Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz nie będzie jej darzył życzliwością, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list rozwodowy, wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie." (Pwt 24,1)
Jezus kontrargumentuje powołując się na księgę Rodzaju:
"Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę." Rdz 1,27
oraz
"Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem." Rdz 2,24
Pierwszy cytat podkreśla współzależność kobiety i mężczyzny. Są oni stworzeni do życia razem. W języku hebrajskim występuje bowiem gra słów: <u>isz</u> (mężczyzna) i <u>iszsza</u> (niewiasta), co wskazuje na mocne więzy naturalne.
Cytat drugi wskazuje na naturalnie obecną w ludziach dążność, do małżeństwa. Jest ona tak silna, że opuszczają oni osoby im najbliższe, by połączyć się (ale czy tylko fizycznie?) ze współmałżonkiem. To połączenie jest tak silne i ścisłe, że stają się "jednym ciałem" - "A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem" (Mt 19,6a). A jakże można rozdzielić ciało, tak aby nie uśmiercić go? Ciało rozdzielone umiera.
Jezus pragnie więc wskazać dążność do jedności występującą u człowieka, jako na wskazówkę przy rozsądzeniu kwestii nierozerwalności małżeństwa. Co więcej pragnie wskazać na pochodzenie tej inklinacji: "Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela." (Mt 19,6b). To Bóg tak stworzył człowieka, że w jego naturze tkwi nierozerwalny związek małżeński.
Na pytanie faryzeuszy "<<Czemu więc Mojżesz przykazał <u>dać jej list rozwodowy i odprawić ją?</u>>>" (Mt 19,7) Jezus przedstawia kolejność powstawania praw:
"<<Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było. (...)" (Mt 19,8) Pierwsze było prawo przyrodzone, które "nadał" Bóg poprzez takie, a nie inne stworzenie człowieka. Dopiero później Mojżesz spisuje prawo dla Izraela, które nie jest doskonałe.
W tym momencie Mateush Zuravik rozumuje następująco: skoro Jezus, który był wyznawcą judaizmu, poddaje w wątpliwość zasadność tekstów objawionych, to kwestionuje Boskie natchnienie Tory.
Po pierwsze należy stwierdzić, że Tora zawiera w sobie sprzeczne wskazania:
z jednej strony opis prawa naturalnego z księgi Rodzaju, a z drugiej strony zalecenie Mojżesza z księgi Powtórzonego Prawa. Jakże może być sprzeczność pomiędzy księgami natchnionymi? Bóg przecież jest nieomylny!
I tu warto sobie uświadomić, że inaczej niż w islamie, gdzie Koran spadł zapisany z nieba, chrześcijaństwo nie jest religią księgi. To znaczy nie poddaje się niewolniczo słowu zapisanemu w Biblii, ale je interpretuje starając się wniknąć w jego istotę i znaczenie. Z jakich powodów tak się dzieje myślę, że uzasadniłem przy okazji rozważania kwestii tłumaczeń. Po prostu nie da się ująć w słowa praw i nauki, które będą w pełni uniwersalne i stosowalne niezależnie od czasu, epoki.
Starając się odpowiedzieć na pytanie faryzeuszy, Jezus pomija tą kwestię i ocenia wagę zapisów Tory. Niewątpliwie istotniejszym prawem jest wcześniejsze i "zapisane" w Stworzeniu, w ludziach prawo dążności do jedności (małżeństwo) i nierozerwalności tej jedności.
Jezus wielokrotnie podkreśla, że chce ożywić literę starotestamentalnego Prawa. Nie pragnie go znieść, ale wypełnić w duchu, w jakim zostało zapisane. (por. Mt 5,17).
W następnej kolejności Mateush Zuravik zupełnie mylnie interpretuje uzasadnienie Jezusa dotyczące przepisu mojżeszowego. Przecież nie chodzi o to, że "zatwardziałość serc" jest dobrym usprawiedliwieniem dla przeciwstawiania się przykazaniom. Warto przyjrzeć się sytuacji historycznej za czasów Mojżesza. Miał on do czynienia z ludem krnąbrnym i nieustannie przeciw niemu (i Bogu) występującym. Nie można się dziwić, że ustąpił w sprawie stosunkowo mało istotnej w porównaniu do sprawy uznania Boga przez lud Izraela. Nie znaczy to jednak, że taki był zamysł Boga, kiedy stwarzał świat i że takie podejście Bóg pochwalał. W sytuacji zagrożenia wiary jako takiej, Mojżesz po prostu wybrał mniejsze zło licząc pewnie na to, że oczywista sprzeczność z pierwotnym zamierzeniem Boga (z księgi Rodzaju) ukaże błędność takiego podejścia.
Dalej Mateush Zuravik powołuje się na księgę Powtórzonego Prawa rozdział 4 werset 2: "Nic nie dodacie do tego, co Ja wam nakazuję i nic z tego nie odejmiecie (...)" kwestionując zgodność uczynków i głoszonej przez Jezusa nauki z prawem mojżeszowym. Po pierwsze, ponownie przywołam powyższy argument dotyczący różnej wagi praw. Po drugie, jedyne prawo starotestamentowe pochodzące bezpośrednio od Boga, to dziesięć przykazań, które napisał na tablicach kamiennych i dał Mojżeszowi (Mt 5, 19 [22]). Pozostałe prawa stanowią raczej prawo cywilne niż religijne, gdyż służą w większej części organizacji życia społecznego niezwiązanego bezpośrednio z kultem Bożym.
Co więc ma oznaczać stwierdzenie Mateusha, że "Tora jest źródłem życia" (zapewne na podstawie Pwt 32, 47)? Przede wszystkim Tora została nadana jako zbiór praw religijnych i społecznych, aby utrzymać w ryzach naród wybrany i zapewnić mu przetrwanie na pustyni i później. Skoro zapewnia przetrwanie, to niewątpliwie źródłem życia jest. Ale czym innym są prawa społeczne, a czym innym religijne. Prawa społeczne służą przede wszystkim społeczeństwu, religijne Bogu. Nie można zrównywać jednych i drugich, bo wiedzie to do nieuzasadnionych wniosków.
Krzysiek poczta: kazdy@obywatel.pl Wszystkie cytaty za Biblią Tysiąclecia, wyd. V z 2000 r.
|