Darmowa prenumerata - tu i teraz!
Menu
- Redakcyjne
- Strefa NN
- Teksty poważne
- Polemiki
- Dzikie Myśli
- Meritum
- Filozofia
- Nauka
- Książki
- Poezja
- Opowiadania
- Teksty zabawne
- Grafika
- Komputery
- Muzyka
- Ateista
- Człekowiek
- Czy jestem kosmitą?
- Milczenie sojusznikiem
- Fe! Jak głupota
- Są różne rodzaje zboczeń...
- Inna strona monety, którą jest życie.
- Kara śmierci a prawo sprawiedliwości
- Dyskusja o karze śmierci - ostatnia wędrówka po pobojowisku
- Polemika do Krzycha
- Pośród nas są tacy, którzy nie wierzą - do cool_witch słów kilka
- Wyszło szydło z worka
- Unia i krzywe banany
- Ciężkostrawna debata polityczna
BezImienny - wersja online!
Poprzedni artykułNastępny artykuł Polemiki  

Ateista


Pasibrzuch

Moja polemika z GADem doczekała się odpowiedzi ("Wiara, z tej samej strony"). Przychodzi więc pora na mnie, choć zaznaczam od razu, że nigdy nie czułem się dobrym katolikiem, a już na pewno nie dobrym szerzycielem Dobrej Nowiny. Niech każdy czytelnik ma to - proszę - na uwadze.

"...Zwróć uwagę na to, że w każdej nawet najprymitywniejszej zbiorowości ludzkiej istnieje jakiś kult, moim zdaniem jest to dowód na to, że ludzie zawsze szukają czegoś lub kogoś, kto nadawałby sens, sprawiałby, że śmierć nie byłaby tak bolesna..."

To oczywiście jest jakieś wyjaśnienie, choć moim zdaniem niepełne. Fakt, że większość kultur wierzy w Boga (czasem bogów) może znaczyć - rzecz prosta - że gdzieś w tym świecie jednak jest Bóg i każdy człowiek, bez względu na to, gdzie się urodził i wychował, w głębi swojego serca czuje jego obecność, ma świadomość jego istnienia. Człowiek Boga nie wynalazł, on go odkrył. I odkrywa go - jak sam spostrzegłeś - bez względu na to w obrębie jakiej kultury żyje!

"...Myślę zresztą, że prawdziwie wierzący mają o wiele łatwiejsze życie, świadomość tego, że jest się kochanym jest bardzo budująca. A także świadomość (lub nawet nadzieja) tego, że nasze cierpienia zostaną nam wynagrodzone. Zgadzasz się z tym?..."

Oczywiście, że z Bogiem jest łatwiej. W ostatnich słowach Jezus mówił wszak: "będziecie uzbrojeni mocą z wysoka" i "oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata". Świadomi Bożej pomocy i Jego obecności wśród nas - jakże mamy nie być silni i szczęśliwi? Jakże nasze życie mogłoby być trudniejsze?!

"...Jeśli tak to spróbuj postawić się w sytuacji ateisty, pomyśl co on czuje, jego życie nie ma sensu, on nie ma niczego, pustka i namiastki szczęścia..."

W poprzednim artykule ateiści stali się celem mojego ataku. Dziś wielu z nich przepraszam. Proszę o wybaczenie, bo teraz widzę już w pełni problem wielu z nich - to nie jest buntownicze odrzucenie Boga jakiego dokonuje dzisiejszy świat. To problem człowieka, który został zawieszony między wiarą i niewiarą, między bezsensownym cierpieniem i niemożnością zrozumienia tego cierpienia, nadania mu sensu.

Dopiero teraz widzę w pełnej okazałości ich dramat. To dramat człowieka, który bardzo pragnie uwierzyć, a nie potrafi. Ale - dalibóg - nie wiem jak mógłbym takim "ateistom" pomóc. Może niech poszukają kogoś - księdza, jakiegoś katolickiego stowarzyszenia, albo po prostu wierzącego człowieka. Może niech nawet spróbują odwiedzin u zakonników - wiele zgromadzeń prowadzi rekolekcje. Jednym słowem - niech poszukają kontaktu z żywą wiarą. Takie poszukiwanie oczywiście nie jest łatwe, wymaga trochę zachodu, ale ich życie jest przecież tego warte! W zamian gwarantuję, że coś w sercu każdego drgnie. Najłatwiej Boga zobaczyć w drugim człowieku.

"...Taką właśnie kwestią, której, mimo waszych tłumaczeń, nie potrafię zrozumieć jest "problem ciężaru naszego krzyża". Dajmy na to, pan Marian jest na wycieczce w górach. Wspina się na jakiś szczyt. A na plecach dźwiga ciężki plecak. Na początku wędrówki idzie dziarsko, coś tam sobie śpiewa i się do wszystkich uśmiecha :) Ale w połowie drogi jest już tak zmęczony, że nie chce mu się dalej iść. Wszystko przez ten plecak, to on zabrał mu dużo sił, bez niego pan Marian byłby już u celu. Jednak powróćmy do istoty, Marian siedzi pod drzewem i za cholerę nie chce mu się dalej iść. Zostaje tam gdzie siedzi. I teraz pytanie czy plecak jest na siły naszego bohatera? Ja myślę że nie, bo plecak skutecznie odebrał mu przyjemność przemierzania gór. A nie jest winą Mariana to, że on się tak szybko zniechęca. On nie ma wpływu na to, czy chce mu się iść dalej, jeśli ty nie chcesz skosić trawnika babci, to tego nie robisz..."

To absurd. W ten sposób redukujesz istotę ludzką do poziomu zwierzęcia, które o niczym nie decyduje, nie podejmuje żadnych decyzji i nie potrafi zrobić niczego, co jest trudne. Otóż nie. "Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!". Niech nie tłumaczy się słabą wolą i żadną inną słabością. Bóg daje siłę do przezwyciężenia każdych trudności. Poproś, a będzie Ci dana.

"...Bóg stworzył anioły, które były do niego podobne. Ta większa część z nich pozostała mu wierna, kilku, kilkunastu, a może jeden nie była tak pokorna jak ci godzący się z wielkością i wspaniałością Boga. Oni się odwrócili. Dlaczego? Nie chodzi mi o odpowiedź z jakiego powodu oni to zrobili, tylko dlaczego właśnie ci, a nie inni, zawiedli Stwórcę. Te "upadłe anioły" nie uwierzyły Bogu, nie zrozumiały Go lub myślały, że poradzą sobie bez Niego, albo coś jeszcze innego :)..."

Próbujesz dokonać projekcji odpowiedzialności za czyny nasze i aniołów na Boga. To jest Twój problem. Podjęte przez siebie decyzje uważasz za zdeterminowane swoją słabością i twierdzisz, że Bóg jest winien Twoim grzechom, bo uczynił Cię słabym. Oskarżasz Boga o swoje własne złe uczynki. Podobnie z aniołami - próbujesz udowadniać, że Bóg stworzył lepsze i gorsze, te które Boga umiłowały i te, które od niego odeszły. Ale to była ich wolna decyzja, do której miały prawo.

"...To Bóg część aniołów "wyposażył" w takie cechy, które nie pozwoliły im na bycie pokornymi. Tabula rasa, to w dyskusji o Bogu zawsze wychodzi. W tym miejscu chciałbym powiedzieć, że nie zgadzam się z tym, że od aniołów zależało jakimi będą. Jeden idzie drogą w stronę Boga, drugi w przeciwną..."

Same bzdury. Uwłaczanie ludzkiej godności przez sprowadzenie jej do instynktów i odruchów zakodowanych w mózgu. Nie. Masz przed sobą wiele dróg. Ty akurat wiesz, którą z nich wskazał Jezus. Jeśli nie chcesz nią iść - nie próbuj zrzucać odpowiedzialności na Boga.

"...To fakt, każdy sam wybiera sobie drogę, ale (to bardzo ważne) na podstawie różnych przesłanek..."

Oczywiście. Każdy z nas jest inny i inaczej toczy się jego życie. Każdego droga do Boga jest inna. Czasem jest łatwiej, a czasem trudniej. Ale nigdy ponad siły.

Zrzucenie odpowiedzialności za swoje uczynki na Boga, to jedna z najpaskudniejszych rzeczy jakie można zrobić. Bóg daje Ci siłę, mądrość, rozum, męstwo, upór, rozsądek albo coś innego byś posłużył się tym w drodze do Niego. Jeśli nie potrafisz z tego korzystać to módl się o łaskę wiary i dobre życie, módl się o wsparcie a nie krzycz, że Twojej słabości zawinił Bóg. Bóg pozwolił Ci przyjść na świat w sercu wspaniałego kraju pełnego żywej, prawdziwej wiary katolickiej. Trzeba mieć wielki tupet, by skarżyć się na swoją dolę...

Pasibrzuch
poczta: the.pasibrzuch@wp.pl
Poprzedni artykułDo góry!Następny artykuł

Copyright 1999 - 2002 Magazyn internetowy NoName