O bogobojnym ateiście Pasibrzuch
Jednym z ciekawszych tekstów XXIV wydania NoName był artykuł "Wiara, z trochę innej strony" autorstwa GADa. Na prośbę "jeżeli ktoś chce mi coś wyjaśnić, to zapraszam do klawiatury" właśnie odpowiadam.
Już na wstępnie robi się zabawnie, gdyż autor pisze: "jestem ateistą, od dwóch lat", by za chwilę zapytać: "czy Bóg mnie ukarze za to że w Niego nie wierzę?". Otóż tłumaczę - drogi ateisto, Ty nie wierzysz w Boga, więc ten problem dla Ciebie nie istnieje. Nie musisz się martwić o to, czy zostaniesz zbawiony czy też zostaniesz skazany na potępienie. Jesteś ateistą, więc wierzysz tylko w to, że w chwili śmierci światło gaśnie i koniec. Potem Twoje ciało zjadają robaki. I tyle. Nie ma Nieba, nie ma Piekła, nie ma Zbawienia, Boskiego Miłosierdzia ani Sądu Ostatecznego. Są tylko robaki, ciemność, nieistnienie i Ty, drogi ateisto, a właściwie już Cię nie ma.
Dla tych natomiast, których problemy GADa nurtują powiem, że Bóg oczywiście "wie czy ja pójdę do nieba czy do piekła". Ale nie jest prawdą, że "skazał 'kupę' ludzi na niekończące się męki" stwarzając ich. Jest coś takiego, jak wolna wola. Brzmi to trochę paradoksalnie, ale Bóg doskonale wie jak postąpimy, zna każdy nasz krok aż do śmierci, ale niech to was nie zmyli - każdy krok jest tylko i wyłącznie waszego autorstwa. Każdy z nich jest waszym własnym wyborem. Bóg wie i tylko wie.
To prawda, że "każdy z nas dostaje krzyż 'na swoją miarę'". GAD myli się jednak twierdząc, że to "gówno prawda, gdyby tak było wszyscy dalibyśmy radę go nieść". Otóż nie. Gdybyśmy wszyscy z łatwością nieśli swój krzyż, to znaczyłoby, że nasze krzyże są lekkie, a nikt nie mówi, że są lekkie, ale że są "na naszą miarę"! One są ciężkie i to bardzo, ale są na miarę naszych sił. To, że niektórzy je rzucają w kąt i idą własną drogą jest ich wyborem, na który Bóg pozwala, ale przecież nie wolno zrzucać odpowiedzialności za własne życie na Boga!
Powiedzmy, że Pan Heniek ma dwójkę dzieci i kochającą żonę. Ale pewnego dnia żona zaczyna mu się nudzić, a w pracy poznał miłą panią, która z chęcią uczyni jego życie bardziej kolorowym. Cóż - jeśli taka jego wola to może, nie dbając o swoją rodzinę, "skoczyć w bok". To już jest podłość, ale prawdziwa podłość zaczyna się w momencie, kiedy Pan Heniek klęknie do modlitwy i o swoje czyny obwini Boga: "Boże, dałeś mi krzyż ponad siły, musiałem to zrobić, nie mogłem wytrzymać cierpienia, jakie na mnie zrzucasz, to Twoja wina, Boże!". To już podłość do kwadratu.
Podsumowując jednak - GAD prezentuje sobą postawę doprawdy intrygującą. Jako ateista, człowiek nie wierzący w Boga przejawia jednak wielką troskę o swój los po śmierci, gdy stanie przed Jego obliczem, choć wychodzi z założenia, że to oblicze istnieć nie może. Z drugiej strony, nie wierząc w Boga zrzuca na niego winę za swoje życie, niepowodzenia i klęski. Tyleż to ciekawe, co smutne. Ale cóż - takie czasy.
Pasibrzuch poczta: the.pasibrzuch@wp.pl
|