Darmowa prenumerata - tu i teraz!
Menu
- Redakcyjne
- Strefa NN
- Net
- Teksty poważne
- Polemiki
- Dzikie Myśli
- Meritum
- Filozofia
- Szkoła
- Poezja
- Opowiadania
- Teksty zabawne
- Komputery
- Animacje
- Muzyka
- Polskie mniejszości w Niemczech kątem oka...
- Antysemityzm
- Kilka słów o tolerancji
- O młodzieży
- Bezrobocie
- Atak na zdrowy umysł
- Nie goń czasu, żebyś przed nim nie musiał uciekać
- Dziwne czasy na miłość
- Feminizm
- I znów miała nadejść wiosna...
- I znowu ktoś odszedł
- Ja, katolik
- Magazyn - to brzmi dumniej
- "Małpa" vs. "at"
- Bolesne skutki nieuctwa
- Satanizm - kolejne starcie
- Szkoła
- Była sobie sztuka
- Think, because lajf is brutal...
- Oj te dziewczyny!!!
- Zboczyliśmy z prawidłowego kursu już dawno...
BezImienny - wersja online!
Więcej informacji o filmie
Poprzedni artykułNastępny artykuł Teksty poważne  

Polskie mniejszości w Niemczech kątem oka...


Risingson

Witam

W niniejszym arcie chciałbym poruszyć tematykę dla mnie bardzo istotną i jak sądzę dotyczącą przynajmniej pośrednio niejednego z czytelników NoName, mianowicie mentalność i szeroko rozumiany sposób bycia polskich mniejszości poza granicami ich ojczystego kraju. Zastrzegam jednak iż nie będzie to próba rzeczowego przedstawienia wspomnianej kwestii, tylko w większej mierze dosyć osobiste i subiektywne spostrzeżenia i refleksje. Żywię cichą nadzieję, że po przeczytaniu mojego wywodu co poniektóry Czytelnik, znajdujący się w sytuacji podobnej do tej, w którą to mnie popchnął bezwzględny los :), będzie skory wskrzesić w sobie iskrę motywacji i podzielić się z nami swoimi własnymi doznaniami na ten temat. Jeśli okażecie się nieprzeciętnie zainteresowani losami Waszych rodaków dokonujących swego żywota :) poza obrębem Polski to być może w NN wykrystalizuje się wkrótce nowy kącik tematyczny, poruszający wiadomą problematykę. Czekam zatem na Wasze sugestie, propozycje i ewentualnie bluzgi :) dotyczące uprzednio przedstawionego pomysłu... póki co zapraszam do przeczytania tego, co ja mam do powiedzenia o zgrupowaniach Polonii, w tym przypadku o Polakach zamieszkujących tereny niemieckie...


Na początku chciałbym Wam nieco przedstawić moją obecną sytuację jak i sposób, w który do takowej w ogóle doszło. Jeszcze 13 lat temu mój ojciec był wyuczonym rolnikiem i jako dyrektor sprawował nadzór nad tzw. PGR-em, państwową spółką rolniczą wyrosłą z łona ówczesnego komunizmu. Po obaleniu tegoż ustroju państwowe zakłady tego pokroju wydały się zbędne i zostały rozwiązane a ich pracownicy zwolnieni. Jako że znalezienie pracy w małej gminie z bardzo skromną liczbą mieszkańców (około 2000) było wtedy rzeczą niemalże niemożliwą, nie pozostało mojemu staruszkowi nic innego poza emigracją, a że niemała część naszej rodziny już zamieszkiwała niemieckie strony tak też decyzja zapadła dosyć szybko. Reszta rodziny, czyli my :) dołączyliśmy do niego jakieś dwa lata później ponieważ sytuacja gospodarcza w Polsce nie uległa zmianie a życie w ciągłej separacji było zarówno dla mojego ojca jak i dla nas niezadowalające. Nie będę się zbytnio rozwodził nad moimi rozczarowaniami wynikającymi z pierwszych lat pobytu w mojej nowej "ojczyźnie". Nie muszę chyba mówić że był to dla mnie czas niezwykle ciężki, pełen wewnętrznego rozdarcia i tęsknoty za przyjaciółmi. Myślę, że moje ówczesne usposobienie dosyć wiernie oddaje poniższy wierszyk który napisałem mając latek 14.

***

To tak jakbyś spadł
z pachnącej, pierzastej chmury
i stoczył się do vakuum zrozumienia
oddychając tylko poprzez pępowinę
powietrzem z domieszką siarki

Pisząc "vakuum zrozumienia" nie miałem na myśli bynajmniej języka, ponieważ niemiecki opanowałem jako dziesięciolatek dosyć szybko. Chodziło mi głównie o brak jakiejkolwiek więzi mentalnej pomiędzy mną a moimi niemieckim rówieśnikami ze szkoły, w której to kwestii po dzień dzisiejszy tylko niewiele uległo zmianie... bo prawdą jest że na mojej dotychczasowej życiowej drodze spotkałem tylko nielicznych Niemców, których mógłbym nazwać przyjaciółmi a moje życie towarzyskie rozgrywało się niemalże wyłącznie w polskim towarzystwie, w którym dane mi było dokonać wielu ciekawych, często niestety smutnych doświadczeń, o których chciałbym napisać w dalszej części tekstu.


Polak nie cieszy się w niemieckim gronie zbyt dobrą opinią, która żywiona małomiasteczkowością i uprzedzeniami doprowadziła do powstania stereotypów przedstawiających przeciętnego obywatela Polski jako złodzieja, pijaka i kryminalistę... te stereotypy przyczyniły się zaś do powstania dwóch skrajnych "filozofii" pośród "niemieckich Polaków".

Wychodząc z założenia wyznawców pierwszej filozofii, wraz z uzyskaniem niemieckich papierów przestaje się być Polakiem i powstaję się na nowo jako rodowity, płowogłowy i niebieskooki Niemiec (przepraszam za cynizm i być może rażące insynuacje, ale wynikają one z mojego dotychczasowego doświadczenia). Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak ludzie, których kulawy, łamany niemiecki przyprawia o mdłości każdego, kto choć trochę jest z tym językiem obeznany, mają tupet twierdzić, iż ich "polskość" już dawno z nich wyparowała. Niektórzy upierają się nawet, że tak naprawdę to już zawsze byli Niemcami i jako tacy się czuli. Dotyczy to przede wszystkim Polonii wywodzącej się z terenów śląskich (bez urazy :), której to jednostki :) twierdzą, iż skoro za ich czasów Śląsk nie należał do Polski, tak więc i one (te jednostki :) nie są Polakami. Za słabo znam historię obu narodów aby się w jakikolwiek sposób rozdrabniać nad poprawnością tej argumentacji, wiem tylko, że podobne zdanie panuje pośród starszego pokolenia Niemców, dla których Śląsk nadal należy do Niemiec jako dawne "Schlesien". Wracając do tematu to chciałbym jeszcze zauważyć iż IMHO najbardziej "poszkodowana" jest dorastająca generacja tych, że tak powiem, "pseudo-Niemców", która dojrzeje w totalnej nieświadomości swojego właściwego pochodzenia. Nie jestem co prawda patriotą, jednak uważam iż każdy z nas powinien być przynajmniej świadomy swoich korzeni i zapytany o swoje pochodzenie odpowiadać szczerze i bez skrępowania. Niestety, z mojego doświadczenia wynika iż większa część tej "poszkodowanej" generacji bardzo niechętnie się przyznaje do swojej właściwej przynależności nacjonalnej, o ile w ogóle jest jej świadoma. Znam niejednego osobnika, który w niemieckojęzycznym towarzystwie nie powie ani słowa po polsku a zapytany o coś w swoim ojczystym języku będzie udawał (i to w mało przekonujący sposób) że "nicht verstehen", aczkolwiek jeszcze godzinę temu tłumaczył swoim "niemieckim" (acz nie znającym języka) rodzicom list z pozdrowieniami od cioci z Dortmundu. Oczywiście, znajomość języka polskiego takiegoż osobnika ogranicza się jedynie do potocznych pogawędek, które na dodatek są prowadzone przeważnie w gwarze, nie wspominając nawet o jakiejkolwiek wiedzy (czy chociażby zainteresowaniu) na temat polskiej historii czy sztuki.


Bardziej szkodliwi, bo aż nazbyt ściągający na siebie uwagę, są "wyznawcy" drugiej filozofii której głównym postulatem jest najwidoczniej pełnienie swego żywota w sposób najwierniej odzwierciedlający wzory wspomnianych już przeze mnie stereotypów i świadome oraz nawet umyślne chełpienie się w nich zawartymi przymiotnikami. Być może trudno w to uwierzyć, ale na tym świecie istnieją rzeczywiście indywidua, które są dumne ze swojego polskiego pochodzenia właśnie z powodu powszechnie mało pozytywnej opinii o Polakach. Wśród młodzieży objawia się ta duma pod postacią "młodych gniewnych" siedzących całymi dniami w parku, palących papierosy i pijących wódkę, którą godzinę temu wynieśli niepostrzeżenie z supermarketu. Przyznam się, że i ja przechodziłem taką fazę, w której razem z moimi ziomkami kradliśmy piwo z supermarketów, prowokowaliśmy bijatyki ze "Szwabami", chodziliśmy w środku nocy po mieście skandując w niebogłosy "Deutsche Schweine, raus Kosmos" i w ogóle patrzyliśmy z pogardą na wszystko, co niemieckie. Dwóch młodych kolegów z ówczesnej "paczki" dzisiaj już nie żyje, rozbili się o drzewo wracając z dyskoteki po długiej, przepitej nocy... aha, zapomniałem wspomnieć iż według nich jedną z licznych cech Polaków, którą wyraźnie górowali nad Niemcami była możność prowadzenia samochodu bez względu na ilość promili zawartego we krwi alkoholu :(.


Cóż, niestety tak a nie inaczej wygląda w dużej mierze ogólny zarys Polonii w Niemczech. Oczywiście istnieją także wyjątki (za co jestem niezmiernie wdzięczny), do których nieskromnie zaliczam siebie :) jak i co prawda dosyć rozproszone, jednak wspaniałe grono moich polskojęzycznych przyjaciół, w których towarzystwie na co dzień się obracam. Przelewając moje burzliwe myśli na papier pominąłem zapewne dużo aspektów, które być może byłby godne wzmianki ale nie chciałem nikogo zniechęcać i tak już trochę przy tłustą objętością arta. Zapraszam wszystkich do uzupełnienia mojego wywodu o te brakujące aspekty czy też do ewentualnej polemiki, najchętniej na łamach NN (oczywiście możecie też pisać na priva :).

Jako temat do następnego numeru NN obrałem sobie przejawy neonazizmu w Niemczech albo porównanie polskiej młodzieży z niemiecką. Napiszcie proszę, czy jesteście zainteresowani zaproponowanymi przeze mnie tematami, a jeśli tak to który z tych nich powinienem według Was roztrząsnąć :) w pierwszej kolejności. Z góry dziękuję za jakikolwiek odzew.

Risingson
poczta: Rising_son@gmx.de
P.S. Wybaczcie być może nieco dziwną manierę tekstu ale primo: do tej pory imałem się jedynie pisania opowiadań jak i wyczynów grafomańskich zwanych przez niektórych poezją :), secundo: jak już mówiłem mieszkam od dziesiątego roku życia w Niemczech i uczęszczam do niemieckojęzycznej szkoły, co niestety nie wpłynęło zbyt pozytywnie na moją znajomość polskiej gramatyki i ortografii (he he he... mam nadzieję że korekta podchodzi poważnie do powierzonego jej zadania :)
Poprzedni artykułWstępNastępny artykuł