"Proza życia"

Art wynika z codziennych rozczarowań. Jakiego typu? W sumie to banał: dorastanie. Na czym to polega? Na całkowitej weryfikacji, często bolesnej i kosztującej sporo nerwów, swoich poglądów, spojrzenia na świat i ludzi, upadku ideałów jednego za drugim. Postanowienia: będę dobry, nie będę pić, palić, bić się, wszystko jest czarne albo białe, już dawno upadły. A one są najmniejszego kalibru. Jednak szara codzienność jest niezłym bagienkiem. Nie będę się tu zbytnio nad tym rozwodził, bo można tak w nieskończoność. Wystarczy tylko powiedzieć, że najpierw trzeba patrzeć na swój koniuszek nosa i to w każdej sprawie. To wydaje się takie oczywste, nieprawdaż? Niecałkiem, skoro ciągle dajemy się nabrać niektórym panienkom i wykorzystać, skoro ciągle coś komuś pożyczamy i potem nie dostajemy tego z powrotem, skoro kasjerki ożynają nas na 1zł, symboliczne, bo symboliczne, ale tak to jest, skoro za pomoc nie dostaniemy nic, nawet słowa "dziękuję" lub chociaż "pocałuj mnie w dupę". Jednak to ciągle problemy małego kalibru. Potem zaczniemy być świadkami, jak to brat okrada brata, zaufany pracownik robi w jucha szefa, jak ludzie są naiwni i jakie pokusy z tym związane czekają na nas (choćby, żeby się wzbogacić). Ale to nie koniec, a i tak wszystkiego w tym arcie nie da się zamieścić. Potem dojdzie do nas powoli, że cały świat rpg jest bajeczką w porównaniu z tym co nas czeka w Urzędzie Skarbowym, w pracy itd. Tośmy sobie wybudowali dżunglę, niech to! Nie da rady zachować ideałów w takim bagnie. Idealne teraz są włamania i mordy, bo nigdy nie zostaną odkryte. A skąd w ogóle takie myśli u mnie? Dużo się dowiedziałem w ostatnim tygodniu, a raczej nie dowiedziałem, lecz wiele do mnie dotarło wreszcie. To podobnie jak ze świadomością, że nasza matka kiedyś umrze, lecz dociera to do nas dopiero, kiedy ona jest ciężko i nieuleczalnie chora. I kiedy uderza fala rozczarowań w nasz kruchy mur ideałów, kiedy dociera do nas prozaiczność życia, wtedy szukamy wsparcia lub kapitulujemy i czynimy głupstwa. Owszem są silne jednostki, lecz zastanawiam się, czy ich siła polega na całkowitym zdawaniu sobie sprawy z toku wydarzeń do okoła nich, czy po prostu są ubogie w przemyślenia i nieświadome tragizmów wokół; w myśl zasady "głupi żyje dłużej". A po ostatnich przeżyciach zastanawiam się, czy lepiej być głupolem i żyć dłużej, posiąść ową głupotę niczym eliksir życia, czy wciąż się kształcić? Z drugiej strony głupoty nie można się nauczyć ani nabyć, z nią się po prostu rodzi. Z głupoty z kolei rodzi się czasami geniusz. Z głupoty czy z nieświadomości? Bo oto człowiek nieświadomy jakiegoś prawa z fizyki odkrywa inne prawo, pozornie przeczące temu pierwszemu. Także nie mylmy głupoty z nieświadomością. Głupota to też nieświadomość, ale nieświadomość to nie głupota... Jednak mimo kuszącej propozycji dłuższego życia w głupocie wolę wybrać co innego. Przecież w naturze panuje równowaga. Może będziemy żyć krócej, lecz za to z większą intensywnością będziemy przeżywać każdą chwilę, zobaczymy więcej, więcej się dowiemy. A ponieważ informacje w dzisiejszych czasach są w cenie, to warto je wciąż zdobywać, nawet jeśli są one potem przyczyną owych silnych rozczarowań, przyczyną zmiany zdania na temat czyjejś osoby, nawet tej bliskiej sercu. Chcę zasmakować wszystkiego co wiąże się z życiem na tym ziemskim padole i to jest mój ideał. Wiem, ale nie dociera to do mnie, iż raczej niemożliwym jest w moim przypadku zasmakowanie życia w obrzydliwym bogactwie i zaraz potem w upokarzającym ubóstwie. Mówiąc, iż chcę zasmakować wszystkiego, co wiąże się z życiem, nie mam na myśli jakichś totalnych perwersji, wojny czy innych skrajności. Mam na myśli nie uchylanie się od kłopotów związanych z przebywaniem tutaj. Tak więc będę kopał w klosz, aż pęknie, chcę stawiać samodzielnie czoło przeciwnościom i odebrać już rodzicom prawo do chronienia mnie przed kłopotami, chociażby związanymi ze znalezieniem pracy. Bowiem kiedy namęczę się z jej znalezieniem, kiedy natnę się kilka razy przy jej poszukiwaniu, to może mocniej docenię tę, którą znajdę i która będzie mi odpowiadała, i tak łatwo nie dam jej sobie odebrać i będą ją wykonywał jak najlepiej potrafię. Jednak zawsze z chęcią skorzystam z doświadczenia moich rodzicieli, ponieważ wiem, że dysponują większym doświadczeniem ode mnie, jednak decyzja ma należeć do mnie... ee... dziwny ten art.. kończę... Pamiętajcie tylko jedno: nikt nie jest takim jakim się Wam wydaje! Nawet Wasz brat czy siostra. Nawet oni nie wiedzą kim naprawdę są i jakimi są. Nie bądźcie łatwowierni i ufni.


SaMMaR of Korozone

<Przedruk z magazynu demoscenowego MEASURE>



Banner przyjaciela