1. Wstęp. Pracę tą chciałbym zadedykować wszystkim, którzy po prostu zechcieli podjąć się jej lektury. Wszystkim - znaczy to zarówno osobom, które poprą choćby w kilku miejscach moje zdanie, jak również i przeciwnikom tegoż właśnie tekstu. Pragnę zaznaczyć również, że tytuł, jak sądzę, dość wiernie oddaje klimat pracy, styl, w jakim jest pisana, wreszcie jej cel i sens - lub też, w odczuciu niektórych - jego brak. Tak czy inaczej, chciałbym podkreślić, że są to moje własne osobiste rozważania, które można potraktować dowolnie - poważnie lub też nie, można zinterpretować jako luźną formę literacką bądź też jako czysto fantastyczne, młode, szalone, niepohamowane myśli, strumienie niosące w swych wodach powódź młodzieńczej siły, by stopić pierwsze lody zbliżającej się wiosny - która, w co ufam, nastąpi już niedługo wśród nas wszystkich. Chciałbym podziękować panom z grupy Hypnotize, od których zaczerpnąłem pojęcie "Egona", jak również wszystkim moim przyjaciołom i wszystkim innym osobom, które w jakiś sposób natchnęły mnie do napisania tego tekstu.
2. Świat wokół nas. Jakże on dla nas wielki i nie poznany. Ale jednocześnie jak mały w skali kosmosu, wszechświata, który sam zawarty jest w niezdefiniowanych jeszcze wielowymiarowych przestrzeniach, których objęcie umysłem przekracza nasze skromne zdolności, niektórzy zaś podejrzewają nawet, że nawet istoty boskie nie są w stanie tego dokonać, choć jest to pojęcie - po pierwsze, ryzykowne, po drugie zaś - sprzeczne z zasadami wiary niektórych religii (np. chrześcijaństwa), o samym zagadnieniu istnienia tych istot nie wspominając. Abstrahując od próby koniunkcji rozmiarów świata z nieludzkimi siłami wyższymi, skupiłbym się raczej na zagadnieniu świata samego w sobie, czyli naszej planety. Skala makro na powrót staje się skalą mikro, czyli taką, z którą obcujemy na co dzień, tą, którą pojąć jest nam stosunkowo prosto. Aby było Wam łatwiej zrozumieć, o czym mówię, proponuję już od razu o przyjęcie za prawdziwe twierdzenia, że nasz świat istnieje i jest to sensowne. Dlaczego tak się dzieje oraz moje argumenty "za" i "przeciw" takiemu stwierdzeniu przedstawię nieco dalej, na razie po prostu załóżmy, że tak jest w rzeczywistości... Świat nasz istnieje po to, abyśmy mogli go mogli swobodnie wykorzystywać, jako miejsce naszego zamieszkania, będącego jak gdyby bytową podstawą przetrwania. Używając słowa "swobodnie" nie miałem bynajmniej na myśli jego interpretacji w znaczeniu "nieroz- ważnie". Niestety wielu z nas właśnie tak myśli i stąd rodzą się później, jakże przykre w konsekwencjach, problemy ekologiczne, przeludnienia, zanieczyszczenie środowiska i wiele innych, równie poważnych problemów społecznych. To, skąd rodzą się one, również zechcę rozważyć nieco dalej, gdyby jednak przyszło mi możliwie jak najkrócej zdefiniować ów powód, myślę, że odpowiedź byłaby dość prosta: wynika to z ludzkiej nieświadomości. To jednak, dlaczego nie wiemy, że nasze postępowanie szkodzi innym, pośrednio czy bezpośrednio, jest już zupełnie odrębną sprawą i w chwili obecnej zostawiamy ją nieco w tyle - na potem... Otaczający mnie świat nie jest dla mnie pojęciem niedefiniowalnym. Nie ryzykowałbym co prawda próby pełnej definicji, ale - uogólniając: stanowią go ludzie - przede wszystkim oni, to, gdzie się znajdujemy, oraz wszystko co dokonuje ogółem pojętych przekształceń. Generalnie światem jest dla mnie wszystko, co ulega zmianie; zmienność jest, jak widać, podstawową cechą, którą można przypisać prawie każdej rzeczy. Nawet w tych najbardziej statycznych przedmiotach i zjawiskach można doszukać się jakichś śladów transformacji. Właściwie problem pojawia się przy próbie określania zmienności dotyczącej zjawisk nadprzyrodzonych - podmiotów ludzkiej wiary - podkreślam - nie zwracając uwagi na religię czy kult, bo prawie każda z nich ma w sobie pewien element, który jest stały i niezmienny, o którym nie możemy jednoznacznie powiedzieć, że uległ jakimś modyfikacjom. Najprościej jest chyba wykazać to na przykładzie Dobra i Zła - choć ich wyobrażenia, wcielenia, sposoby wyrażania etc. ulegały zmianie na przestrzeni wieków, to sama istota Zła, jak i sama istota Dobra zawsze była taka sama - Dobro jest Dobrem, a Zło Złem. To, czy za Zło przyjmiemy niegodziwość uczynków czy też działanie upadłych aniołów, czy Dobro będziemy utożsamiać z chrześcijańskim Bogiem czy też postępowaniem będącym pomocą drugiemu człowiekowi, ma już dużo mniejsze znaczenie, oczywiście jedynie w kwestii zmienności świata (i zjawisk, które go kształtują). Są to tzw. wartości podstawowe; aksjomaty. Rola człowieka jako istoty cielesnej w budowaniu świata ogranicza się najczęściej do wąskiego okresu życia - czasu, w którym dokonuje ona czynów mających dowolny wpływ na dalsze losy jej - lub też innych. Można by w tym punkcie dyskutować nad zjawiskiem ponadczasowości, ale tworząc swe dzieło autor mógł jedynie przewidywać, że przetrwa ono próbę czasu - pewności zaś nie miał. Na pewno zaś wiemy, że dokonywał tego w konkretnym czasowym przedziale - kiedy żył. Skoro zaś o ludziach mowa...
3. Otaczający mnie ludzie. Chyba najbardziej odpowiadającą mi koncepcją filozoficzną jak do tej pory jest oparcie oceny człowieka na podstawie tzw. "tabula rasa", czyli "czysta karta". Niezorientowanym (czy są tacy?) wyjaśniam, że chodzi tu o pogląd przedstawiający człowieka po narodzeniu właśnie jako ową czystą kartę, na której życie zapisze kolejne informacje. Ciekawy jest zaś fakt, że pewna część owych informacji będzie miała charakter stały, część zaś - zmienny i specyficzny dla każdego człowieka. Nie próbuję nawet dokonać szczegółowej analizy możliwych rozwiązań - jakiego rodzaju informacje będą kształtować poszczególne osoby. Możemy natomiast rozważać wspólnie, co jest ową stałą grupą informacji. Myślę, że powtarzającym się elementem jest na pewno fakt zdobywania kolejnych doświadczeń przez obserwację otaczającego nas świata - zarówno tego materialnego, jak i innych ludzi. Jest to uwarunkowane budową naszego mózgu i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że człowiek - np. w porównaniu do zwierzęcia - znacznie rozszerza pewien "strumień umysłowy", który odpowiada za - nazwijmy to tak - niebezpośrednie pojmowanie faktów. Człowiek dokonuje przed dokonaniem jakiegoś czynu bardzo dokładnego (wbrew pozorom!) rachunku, który wpłynie na naszą ostateczną decyzję. Rozważmy banalny przykład: stary kawaler, przed zawarciem znajomości (czyt. ślubem :-) dokonuje rozważania. Po jednej stronie równania mamy za, po drugiej przeciw... Osąd jest subiektywny, rzecz jasna, ale to tylko przykład. Za: jest bogata, ładna i inteligentna. Nie opuści mnie bo... (tu lista możliwych uzasadnień). Przeciw: nie wiem czy dzieci mnie zaakceptują, ona mieszka 500 km ode mnie, czy będę potrafił zapewnić jej to samo co zmarły mąż etc. Gdybyśmy mieli postawić zwierzę w takiej roli, jeszcze prostszej: ściana ognia. Piekielnie gorącego... A za tą ścianą najlepszy przysmak. Ale przeszkoda ("przeciw") pojawia się jako pierwsze i jednocześnie decydujące. Tak więc mowy nie ma o zdobyciu pokarmu, mimo iż w naszym odczuciu różnica między zyskiem ze zdobycia przysmaku a szkodą poniesioną w wyniku przeprawy przez ogień byłaby dodatnia. Człowiek zawsze wybiera ów "dodatni" rachunek; dzieje się tak oprócz kilku ściśle uzasadni onych przypadków. Kolejny stały element to potrzeba (czy też konieczność) bytowania wśród innych ludzi. Jeżeli rodzisz się człowiekiem, musisz potrafić zaakceptować innych - tak w skrócie mogłaby brzmieć kolejna informacja zapisana na naszej karcie. O stałości można też mówić w przypadku potrzeby działania. Aktywność jest podstawową i konieczną rzeczą w celu zrobienia czegokolwiek, od rozmowy począwszy na szansie przeżycia skończywszy (kto nie wierzy niech spróbuje położyć się w miejscu i nic, kompletnie nic nie robić przez - dajmy na to miesiąc. Tylko leżeć i oddychać swobodnie...). Myślę, że takich podstawowych informacji można by odnaleźć znacznie więcej, ale większość z nich uwarunkowana jest genetycznie, dlatego proponuję pozostawić tę kwestię w tym punkcie. Możemy więc śmiało powiedzieć, że zdefiniowaliśmy już człowieka - w prosty sposób, ale to już coś. Choć istnieje - o czym już zresztą wspomniałem - jeszcze wiele innych cech upodabniających nas do siebie, wkrótce nasze drogi rozchodzą się, czyli - dzielimy się. W jaki sposób? O tym w następnym rozdziale. Ludzie wokół mnie... są ludzie, których toleruję - to wszyscy, akceptuję w pełni - cóż - tylko część, ludzie których nie lubię - niewiele, których lubię - stosunkowo spora cześć, przyjaciele - bardzo niewiele i osoby, które kocham (lub tak mi się wydaje) - jedna osoba. Mimo, że wpakowałem w tym momencie wszystkich do poszczególnych worków, nijak ma się to do rzeczywistości - w życiu mój stosunek między nimi a mną kształtuje się jako coś bardzo, bardzo indywidualnego, dla wszystkich wymienionych wyżej osób.
4. Grupy. Przyczyny powstawania, konsekwencje istnienia. Przepraszam, jeżeli ktoś poczuł coś w stylu niedosytu po przeczytaniu poprzedniego rozdziału, ale gdybym zechciał w nim umieścić to wszystko, co chciałbym w nim napisać, zabrakło by mi życia... Poważnie mówiąc jednak, postaram się dokonać uzupełnienia w kolejnych rozdziałach. Istnienie grup i jednostek, ogółu i indywidualności - jest chyba najbardziej kluczowym elementem mojej filozofii. Sugeruję w ten sposób wyraźnie fakt istnienia podziałów. Nie chciałbym jednak, aby ktoś pojął moje intencje nierozważnie - mówiąc o swego rodzaju segregacji nie mam na myśli nieposzanowania czyjejś godności, "szufladkowania" go. Jest to raczej mój sposób, ułatwienie, dzięki któremu łatwiej mi rozróżniać ludzi. W tytule rozdziału użyłem słowa "grupy". Każdy wie, co oznacza to słowo, ja jednak używam go w odmiennym - moim własnym - znaczeniu. Aby uniknąć pomyłek, słowo w mojej definicji będę pisał dużą literą. Ogółem ludzi mógłbym podzielić na dwie grupy - nazewnictwo może brzmi dziwnie, ale...: osoby przynależące do Grup oraz pozostałe osoby, czyli Egonów i Farfocli.
a) Grupy; z samego założenia są zjawiskiem negatywnym. Nasza konieczność przynależenia do jakiejkolwiek wypływa z faktu podobieństwa do innych (patrz rozdział poprzedni). Nadchodzi jednak czas, w którym jesteśmy na tyle świadomi (lub nie) aby samemu zadecydować o odrzuceniu Grupy. Rodząc się nie należymy nigdzie (czyt. do żadnej Grupy), oprócz ogólnego zbiorowiska ludzkości na Ziemi. W ciągu kolejnych lat stajemy się mniej lub bardziej świadomie członkami Grupy lub kilku z nich. Mechanizm powstawania: Grupa to rozwiązanie wykreowane przez ludzi słabych w celu udowodnienia pozostałym swojej wyższości od nich. Przynależność do niej nie warunkuje jej istnienia (przynajmniej w chwili obecnej), gdyż Grupa nie stwarza korzyści z których czerpią wszyscy jej członkowie (tak jak dzieje się to w prawdziwym życiu), tylko indywidualną pożywkę dla każdego członka, ale - uwaga - z osobna. Chodzi o to, że Grupy (a właściwie uczestnictwo w nich) nie ma w sobie nic ze szczytnej idei niesienia pomocy innym - jest to półśrodek pomagający ludziom w osiągnięciu własnych, egoistycznych korzyści. Co prawda ostateczny efekt zostaje spełniony - wszyscy członkowie są zadowoleni w mniejszym lub większym stopniu, ale czy o to tu chodzi? Czy warto budować coś, co opiera się na prywacie i chęci wyzysku innych? Nie...
b) Egoni i Farfocle są tego świadomi. Ludzie z Grup są od nich słabsi dlatego, że nie mają tej świadomości... Egoni to - wbrew nazwie - ludzie, którzy nie są egoistami. Przedrostek "ego" ma za zadanie wskazać, że każdy z nich jest indywidualnością, kimś, kto odcina się od Grup. Egon jest jednocześnie frustratem; kimś, komu znany jest fakt istnienia Grup i fatalnych skutków z tym związanych, pragnącym pomóc ich członkom, a jednocześnie świadomy, że to niemożliwe. Jedyna różnica między Egonem a Farfoclem jest taka, że ten ostatni wierzy jednak, że jest to możliwe i w dodatku próbuje pomóc nieszczęśnikom w Grupach, stara się uświadomić im, że ich postępowanie jest złe. (Co, co prawda, spełza na niczym - w doskonałej większości przypadków - ale nie powoduje utraty wiary u Farfocli). Dążę do stania się Egonem, po części dlatego, że staram się nim być, po części zaś dzieje się to bez mojego udziału. Ktoś mógłby postawić mi pytanie, czy będąc (lub starając się być) Egonem uważam się za kogoś lepszego od ludzi zrzeszonych w Grupach. Od powiadam: nie. Czuję, że jestem kimś gorszym. Że jestem słaby, bo nie potrafię pomóc ludziom z Grup, nie mam też determinacji, tej wiary w siebie, jakże charakterystycznej dla Farfocli. Świadomość trudu, jakiego muszę doznać, by móc uniezależnić się od w szystkich grup, by przez przypadek nie stać się członkiem jednej z nich, jest przygnębiająca. Podstawową bronią Egonów jest alternatywa - czyli sposób życia w którym próbują odrzucić oni dotychczasowe konwencje, zawężając tym samym ryzyko znalezienia się w Grupie. Przeciętny członek Grupy nie widzi potrzeby wyróżniania się; skoro Grupa daje mu to, czego pragnie, to po co szukać czegoś więcej? Grupa jest jak sekta... Egon myśli inaczej; jest swego rodzaju altruistą, ale problematycznym - gdyż ciągle ma problem ze zdefiniowaniem, w jaki sposób może pomóc osobom w Grupie oraz czy ma to sens. Podobną rozterkę przeżywają Farfocle, z tą drobną różnica, że ci ostatni wierzą w racjonalność i celowość swoich działań. Dość ciekawym literackim przykładem może być tu np. postać Zbyszka z "Moralności pani Dulskiej" G. Zapolskiej. Zbyszek jest odzwierciedleniem Egona; różnica polega na tym, że sztuka kończy się niewyraźną sugestią przyszłej przegranej Zbyszka (zostania członkiem Grupy). W przypadku prawdziwego Egona nie ma o tym mowy; jego determinacja w dążeniu do unikania zgrupowań jest celem nadrzędnym, podstawą i sensem życia, co zresztą powoduje, że pozostała część społeczeństwa uznaje takich ludzi za dziwaków - lub , co gorsza, niezrównoważonych psychicznie. Każdy Egon, to postać w pewnym sensie tragiczna, bo z góry nastawiona na niepowodzenie. Niechęć przeradza się często w coś w rodzaju stagnacji, która jest już klęską. Ludzie ci żyją we własnym wyimaginowanym świecie, nierzadko tworząc własną indywidualną kulturę, religię, muzykę czy... filozofię. Odrzucani przez ogół, poniewierani, określani jako "inni" - lub częściej - "gorsi", żyją z przerażającą świadomością, że sprawy mają się inaczej. Ludzie ci są świadomi swoich wad, świadomi aż do bólu - bo jedną z podstaw bycia Egonem jest dobre poznanie samego siebie. To pozwala na obiektywny osąd innych, który to nie jest zbyt cukierkowy, bo większość osób to niestety członkowie Grup. Nierzadko kształtuje się wśród nich pogląd, że ludzi nie należy zmieniać, ale jest to raczej coś, co przychodzi w końcowych stadiach ich rozumowania i rozważań.
c) Farfocle - to jak już wspomniałem - ludzie bardzo podobni do Egonów, nie mający jednak w sobie nic z pesymisty, czy też raczej realisty. Każdy, najdrobniejszy nawet sukces utwierdza ich w przekonaniu, że możliwość poprawy świata i ludzi istnieje oraz że jest możliwa. Ich głównym celem jest próba odnalezienia uniwersalnego remedium na problem Grup, co pochłania ich bez reszty. Dlatego też dużo łatwiej dokonać im kontaktu z członkami Grup; równie łatwo jest im zrozumieć Egonów, dzięki czemu stanowią on i (Farfocle) najbardziej elastyczną warstwę. Członkom grup wydaje się, że poznali świat; Egoni wiedzą, że nie poznali świata, ale odgadli pewne prawidła nim rządzące, co spowodowało ich odcięcie się od innych. Farfocle wierzą zaś, że wśród tych prawideł znajduje się jakaś dziura, którą będzie można wykorzystać w procesie mającym na celu cofnięcie sytuacji do tej pierwotnej, najlepszej - gdy każdy stanowił indywidualistę. Wierzę, że tak było nim powstały Grupy... Dlaczego jednak ludzie do nich przystali? To zagadka, której nie potrafię rozwiązać. U Egonów wywołuje to dodatkową frustrację, bo miażdży ich ślepota członków Grup, którzy nie potrafią dostrzec swojego błędu, że to co robią ci ostatni - jest złe. Czy można zostać Egonem? Dobre pytanie. Wydaje mi się, że nim się rodzi - i jest, lub nie. Po prostu umiejętność zdefiniowania, czy jest się Egonem, czy nie, ma ściśle indywidualny charakter i gdy tabula rasa zostaje już zapisana dostateczną ilością info rmacji, dokonujemy wyboru. Sama zaś grupa Egonów to niezwykle ciekawi ludzie - bo każdy z nich jest odmienny, każdy z nich ma coś nowego do dodania. Niestety przez swój pesymizm nierzadko są to ludzie spychani do roli marginesu społecznego, poprzez alkohol, narkotyki czy sam fakt odmienności, nieprzystosowanie do istniejących reguł, odrzucanie konwencji, problem z komunikacją, bojkot powszedniości... Często nie potrafią odnaleźć w życiu miłości, nie potrafią odnaleźć wielu innych rzeczy - które w ich wydumanym świecie przedstawione są inaczej, o wiele lepiej... A w naszym - po prostu nie istnieją. Farfoclom w jakiś sposób łatwiej się przystosować, łatwiej żyć w świecie pełnym Grup, z których każda jest barierą nie do ominięcia dla Egona... Podsumowując, konsekwencją istnienia Grup jest szufladkowanie i rodzenie się jednostek - Egonów. Życiowych frustratów, poszukujących alternatywy, pewnego rodzaju kreacjonistów - szalonych (w mniemaniu ogółu) twórców, jednostek, odrzucających konwencje in dywidualności. Grupę, w której jedyną cechą wspólną jest brak przynależności do innych Grup. Słowa tego użyłem aby podkreślić, że Egonów jest więcej niż nam się może wydawać; mimo to, nadal każdy z nich jest jednostką. Samotnym bojownikiem o lepszy - w jego odczuciu - świat. Takim jak ja...
5. Miłość - jak ja to widzę. Widzę to jako temat-rzekę... Ale może od początku. Zdrowy rozsądek nakazuje definiować miłość jako złożenie dwóch elementów: fizycznego (a ściślej: biochemicznego), mającego związek z reakcjami chemicznymi zachodzącymi w naszym mózgu, z wydzielaniem się pewnych substancji, które mają wpływ na nasze działania, które stymulują - obrazowo porównując - jak narkotyki. Niestety złożoność i ogromna ilość czynników które warunkują istnienie tego drugiego elementu to właśnie element pierwszy, czyli miłość - uczucie - przedmiot badań psychologów i socjologów, podstawa milionów ludzkich istnień, wreszcie zagadnienie rozważane przez filozofów, a opiewane przez poetów. W odczuciu jednych miłość to pojęcie abstrakcyjne, coś co nie istnieje, czy też może coś, co jest odbiciem złożoności naszej psychiki, która nie pozwala nam na akt prokreacji przebiegający w sposób podobny zwierzętom, gdzie dobór partnera nie ma jakiegoś większego znaczenia, gdzie liczy się jedynie pchana instynktem ślepa chęć przetrwania. I jest to jedynie racjonalne (w moim odczuciu) uzasadnienie twierdzenia, że miłości tak naprawdę nie ma. Pozostałe twierdzenia to najczęściej opinie życiowych frustratów, starych panien i kawalerów, wreszcie wielu osób, którym miłość ukazała się jako zjawisko negatywne. Co ciekawe, właściwie powinienem być takim życiowym frustratem (jak to Egon...) ale wyjątkowo - uważam, że miłość istnieje. Jako jeden z nielicznych wyjątków, związek między dwiema osobami - jakże specyficzny związek - mimo, że mógłby być - grupą nie jest. Rozważam tu oczywiście miłość w aspekcie zjawiska społecznego (uczuciowego) łączącego dwie osoby zdolne dać potomstwo; pomijam, aby nie komplikować sprawy, zagadnienia miłości macierzyńskiej, ojcowskiej, homoseksualizmu, stosunków w stylu bóstwo - ludzie, etc. Skupmy się więc na naszym związku, związku między mężczyzną i kobietą. Niewątpliwie, moja wypowiedź będzie subiektywna, ale nie ma ludzi obupłciowych, zdolnych, czuć, myśleć i odbierać świat na dwa sposoby jednocześnie... Najzabawniejsze, że moje osądy będę kształtować jak typowy Egon - czyli na swój własny sposób, odrzucając konwencje... Oceniać zaś będę grupę ludzi mi bliskich, ludzi młodych, osób mi podobnych. Dlaczego ludzie zakochują się w sobie? Myślę, że tak nie jest - przynajmniej w wieku, gdy ma się naście lat. Dla mnie to chemia, chemia i jeszcze raz chemia. Związki? To żadne związki, coś co rozpada się po kilku miesiącach to nie związek... Wiele osób nie osiąga nawet drugiego etapu rozwoju miłości (polecam lekturę dowolnej publikacji określającej owe etapy, dość dobre materiały znalazłem kiedyś w Internecie na polskich stronach poświęconych filozofii). Zauroczenie najczęściej ma charakter czysto fizyczny; w wyjątkowych przypadkach jest inaczej. Raz na jakiś czas pojawia się prawdziwe uczucie, ale zawsze kończy się ona tragicznie, bo szansa, że osoba, w której się ów ktoś zakochuje będzie na tyle dojrzała by odwzajemnić to uczucie w ten sam sposób, jest tak nie wielka, że prawie się nie zdarza. Przyznajcie się, ile widzieliście par, które zakochują się w sobie, dajmy na to, w wieku 16 lat i zostają szczęśliwym małżeństwem aż do końca swych dni? Myślę, że zdarzyło się kilka takich przypadków, ale powtarzam - to są wyjątki. Co ciekawe, myślę, że takie wyjątki zdarzają się znacznie częściej u Egonów i Farfocli, niż członków Grup, ale to już moje domniemywanie. W każdym razie, śmiało mogę powiedzieć, że... ...miłość w takim wieku nie istnieje. Istnieje natomiast intensywny rozwój psychofizyczny, który warunkuje potrzebę kontaktu i bliskości drugiej osoby, potrzebę wspólnego przebywania. Jak każdy narkotyk jest to uzależniające. Jak każda przyjemność, można się od tego powstrzymać. (Nie sugeruję bynajmniej zostania ascetą czy coś w tym stylu...). Ale spójrzmy prawdzie w oczy - jak wiele (na moje niewprawne oko jakiejś 85%) jest związków, które giną szybciej niż się narodziły, niektóre po narodzinach, albo umierają "młodo". Niektórzy uzasadniają, że w ten sposób poznaje się kolejne osoby i "zdobywa doświadczenie". Ja myślę, że tak po prawdzie, to poznawać można kolejne osoby nie niszcząc im, ani sobie życia, a i doświadczenie (i własne zdanie) w temacie mi łości można sobie ukształtować, chociażby tak jak ja - głównie przez obserwację, zainteresowanie tematem, powiedzmy, "od kuchni", czyli skąd, dlaczego i po co. Niektórzy mówią o sobie "kochamy się". Tak? Czyżby? A czy możesz wyjaśnić, co oznacza w Twoim odczuciumiłość? I tu niestety - kiedyś może przeprowadzę stosowną ankietę - spodziewam się, że przeważająca większość nie będzie potrafiła podać poprawnej definicji prawdziwej miłości, czyli jej trzeciego, finalnego etapu, tej faktycznej i jedynej. (Jeśli ktoś nie przec zytał żadnego dokumentu na ten temat to proszę jak najszybciej to zrobić, bo to jest część mojej filozofii! Wyjaśniając niedokładnie, pokrótce i w pigułce: pierwszy etap ma charakter miłości fizycznej danej osoby (zauroczenie), drugi - psychicznej (umiłowanie cech), trzeci wreszcie - duchowej (umiłowanie osoby jako osoby). Bardzo trudno to wytłumaczyć... Nie myślcie, że zakochując się w kimś kochasz od razu osobę! To bzdura. Szerzej i lepiej na ten temat znajdziecie w sensownych publikacjach albo porozmawiajcie z psychologiem, sam nie wiem). Myślicie, skąd bierze się problem ciąży w młodym wieku, dlaczego młodzi popełniają samobójstwa z powodu niezrealizowanej miłości? Odpowiedź: bo zostali oszukani. Czasami oszukiwali się sami... Podstawą tego jest nieświadomość. Pamiętacie, przy kim wspominałem o nieświadomości złego postępowania? Tak jest... Grupy pojawiają się nam raz jeszcze. Mógłbym napisać, że nie podoba mi się wiele rzeczy i zwyczajów, sposobów, w jaki ludzie okłamują się, aby uzyskać wzajemność, podobnym do oryginalnego, pseudo-uczuciem. Gdy dążą egoistycznie do osiągnięcia przyjemności, zupełnie nie przejmując się takimi wyrazami jak "przyszłość", "szczerość" czy "czynienie dobra". Niektórzy nie wiedzą nawet, że miłość to coś, czego podstawą jest dawanie, nie branie. Nie oznacza to, że miłość nie ma prawa oczekiwać wzajemności - ale jak powiedziałem, nie ma to być tworzenie kolejnej Grupy (tym razem dwuosobowej), która istnieje tylko dla obustronnej, ale nie mającej nic wspólnego z partnerstwem korzyści. To po prostu egoizm pod płaszczykiem zbiorowości. To chyba najbardziej ohydna rzecz, dziwię się tym bardziej, że... część ludzi robi to z premedytacją. Niektórzy przyznają się, że znajomość z dziewczyną / chłopakiem traktują jako zabawę, przyjemność, bo są "piękni i młodzi", to czemu nie mogą "użyć życia". Co oni mogą wiedzieć o życiu... Życiu pełnym problemów, życiu, którego miłość jest podstawą, motorem, mechanizmem napędowym! Bazą, bez której trudno jest zaistnieć. I przetrwać. Miłość nie jest pochodną w postaci przyjemności czerpanej z seksu; choć i ta jest bardzo ważna, seks u takich ludzi (jako seks-przyjemność) nie jest niczym innym jak... Ech, brzydko tak mówić, ale... to samogwałt z wykorzystaniem partnera. Nawet w fizycznej miłości należy starać się dać drugiej osobie to co najlepsze... Nie potępiam seksu. Wręcz przeciwnie... Ale jak już wspomniałem, niedojrzałość i nieświadomość kończy się listami do "uczonych" pism, w stylu: "(...) mój chłopak chce odbyć ze mną stosunek, ale boję się zajść w ciążę. Jednocześnie obawiam się, że jeśli t ego nie zrobię, to go stracę. Ania, 15.". Ludzie!! Czy to jest normalne? Egon wewnątrz mnie krzyczy: to jest chore. Publikując tenże tekst (rozważania) z Egona zmieniam się w Farfocla, mając nadzieję, że do kogoś trafi, to co mówię, o co apeluję. A apelu ję przede wszystkim o rozsądek. Nikomu nie bronię mieć chłopaka / dziewczyny. Jednak wszystkim "zakochanym" proponuję, aby to, w jaki sposób ma zakończyć się ich związek, definiowali jasno zaraz na początku. Pozwoli to uniknąć wielu nieporozumień... Wiąże się z tym jeszcze słowo: odpowiedzialność. Bądźcie rozsądni i odpowiedzialni za to co robicie. Nie jesteście sami... Pozory mylą. Nie każdy kto przeleciał pięć panienek, nie każda w której "zakochuje się" na raz trzech chłopaków, czy nawet jeden, ma pojęcie o miłości. (Szkoda, co?... ) Ale ten fenomen istnieje... Trzeba go jednak umieć odnaleźć. Czego wszystkim Wam życzę bardzo mocno. (Sobie też. Jako Egon mam z tym niekiedy problemy...)
6. Zakończenie. Gratuluję, jeśli przebrnąłeś przez cały ten tekst i dotarłeś aż tutaj, bo wymagało to z pewnością nie lada wytrwałości. To, co miałeś(aś) okazję tu przeczytać, to jedynie fragment, zarys, swoisty wire-frame mojej życiowej filozofii, jeśli mogę to tak nazwać. Na pewno jest to rzecz stała, choć wierzę, że jej fundamenty pozostaną zawsze takie same, modyfikacje zaś będą przychodzić jedynie w formie poszerzania i uzupełniania już istniejących jej elementów. Zresztą, nie potrafię być tak jak Unia Wolności, że raz w lewo, raz w prawo ;-). Jak będzie, czas pokaże. Jeśli chciałbyś porozmawiać ze mną na dowolny temat, użyj po prostu snaila. Napisz do Argaska, odpisuję lepiej jak Przyjaciółka! ;).
No to heja.
Argasek
e-mail: argasek@ipl.z.pl
<Przedruk z magazynu scenowego MEASURE - dzieki !>